„Porządki miłości. czyli być sobą i żyć swoim życiem” Bert Hellinger

 

        „Porządki miłości” to książka, którą czyta się jak powieść z dreszczykiem
w tle. Wciąga, zaciekawia, ale też niepokoi i rozbawia nietypowymi interwencjami terapeutycznymi. Z pewnością niesie ze sobą kilka życiowych prawd, ale przepełniona jest również niebezpiecznymi proroctwami, obietnicą odpowiedzi nawet na najtrudniejsze pytania. Hellinger kusi tym, że wie. Jest Wiedzącym, który kieruje Klienta ku odpowiedniemu porządkowi. Nie daje mu woli, rozumu, to on jest jego wysłannikiem i to on decyduje, co jest dobre, a co złe.

 

         Na czym polegają ustawienia rodzinne? Klient (bo tak Hellinger nazywa osoby szukające u niego pomocy) przedstawia pokrótce swój dylemat, a następnie wybiera, spośród obecnych na grupie terapeutycznej, osoby, które będą reprezentowały członków jego rodziny. Po chwili terapeuta wprowadza zmiany w ustawieniu, pyta bohaterów o samopoczucie i szuka rozwiązania sytuacji. Jak to robi? Tego nie wyjaśnia szczegółowo, posługuje się jedynie wizjonerskimi ogólnikami. Hellinger mówi tu o „postawie fenomenologicznej”, która charakteryzuje się „prawdą chwili”. To co jest prawdziwe teraz, w tym przypadku, w innym może nie być takie samo. To co Hellinger mówi dzisiaj, może być nieprawdą jutro. Taka postawa otwiera furtkę, dzięki której nie trzeba niczego wyjaśniać, mieć konkretnego stanowiska. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie lakoniczne wskazówki co do źródła wiedzy. Terapeuta według Hellingera musi się otworzyć i czekać na „jasność”, to w niej znajduje odpowiedź. Czym jest owa „jasność”, jak wyczuć, że oto właśnie nadeszła? Tego Hellinger nie wyjaśnia, mówi jedynie o pewności, którą trzeba mieć wypowiadając się w sprawie Klienta, o zmienionym sposobie myślenia i patrzenia. O terapeucie mówi tu także jak o wojowniku, który powinien czasami zapomnieć o Kliencie, nie martwić się o niego i dzięki temu dać mu siłę do działania.

 

         Hellinger nie pozwala Klientom zadawać pytań, przedstawiać problemu
w sposób, który mu nie odpowiada, przerywa czyjeś wypowiedzi i nie chce ich słuchać („nie chcę teraz tego wiedzieć”, „nie możesz mnie zmusić, żebym tego słuchał”, „nie interesuje mnie to”, „to bez znaczenia”, „zostawię to tak”). Twierdzi, że słowa zaciemniają mu obraz. Droczy się z Klientami, sprawia wrażenie, że pochłania go poczucie władzy i omnipotencji. Karze, mści się, odwleka nagrodę. Zmusza Klientów do tego, żeby pragnęli jego działań, prosili
o nie. Co więcej mówi Klientowi, które jego działania były dobre, a które złe. Ocenia postępowanie np.: to była lekkomyślna adopcja, mąż od ciebie odejdzie.

Jego zdaniem rozwiązanie trudnej sytuacji rodzinnej daje tylko i wyłącznie porządek. Kieruje nim m.in. zasada pierwszeństwa, wedle której pierwsza żona ma pierwszeństwo przed drugą,  małżeństwo przed rodzicielstwem, a nowy system rodzinny przed starym. Nie pomoże tu miłość, refleksja ani wysiłek należy wrócić do odpowiedniego porządku i w tym właśnie pomagają ustawienia rodzinne.

         Terapeutę obowiązuje zasada minimalizmu. Hellinger znajduje tylko to,
co jest mu potrzebne do ustawienia, o reszcie nie chce słyszeć. Działa, po czym
 odpowiednim momencie przerywa działanie i zostawia pacjenta z obrazem ustalonego porządku. Nie może się przemęczyć, musi pozostawić resztę systemowi. Ten uwewnętrzniony obraz wystarczy, żeby sytuacja w życiu Klienta się zmieniła.

        Zdaniem Hellingera choroba rodziny to efekt silnej więzi i miłości, która powoduje chęć wyrównania między korzyścią jednej osoby, a szkodą drugiej. „Dochodzi do próby zapłacenia za czyjąś dolę – własną niedolą, za czyjeś uzdrowienie – własną chorobą, za czyjąś niewinność – własną winą lub pokutą i wreszcie za czyjeś życie – własną śmiercią.”

        W przytoczonych fragmentach sesji terapeutycznych lub też w słowach samego Hellingera możemy odnaleźć różne prawdy życiowe, jedne bardziej prawdopodobne, inne mniej. Z pewnością jednak są one ciekawe i wzbudzają zainteresowanie czytelnika oraz chęć odnalezienia obiektywnej odpowiedzi, wskazówek co do tego jak żyć:

- Sprawy rodziców są ich sprawami, nie mogą oni obarczać nimi dzieci, nie mogą informować o niczym, co dotyczy małżeństwa, przyczyna rozwodu też ma być tajemnicą. Mąż nie może opowiadać nowej żonie o poprzednim związku.

- Dziecko powinno pójść do tego rodzica, która widzi w nim i szanuje w nim byłego partnera.  Dzieci mają zostać z tym rodzicem,  któremu dzieje się krzywda, ten który odchodzi, musi zostać sam.

- Jeżeli ktoś grozi zamordowaniem lub zabójstwem traci prawo do przynależności do systemu.

- Czasem identyfikujemy się z naszymi przodkami lub innymi osobami z systemu rodzinnego i idziemy ich ścieżkami, z tego należy się uwolnić, ponieważ jest to destrukcyjne.

- Nie można nikomu wybaczać, bo wtedy bierzemy na siebie część winy winowajcy, a on nie może się jej wypierać. Niewinny jest bardziej niebezpieczny, ponieważ uzurpuje sobie prawo do złości i gniewu. Jest destruktywny.

- Ludzie chorują na raka, bo nie chcą uczcić swoich rodziców, czyli kochać ich takimi, jakimi są. Kobiety chorują na raka piersi za wyrządzoną krzywdę na mężczyznach.

- Choroba jest także czasami wynikiem zastępczej pokuty.

- Uzależnienie powstaje, gdy matka przekazuje dziecku świadomie lub nieświadomie informację, że ojciec nie ma nic do zaoferowania, nie posiada nic cennego. Dziecko wtedy mści się na matce i bierze od niej tak wiele, że zaczyna mu to szkodzić. Brakuje to szacunku do jednego z rodziców.

 

         Te poglądy, prawdy życiowe to lek na ludzką niepewność, wątpliwość. Chcemy wiedzieć, jak należy postąpić, chcemy znać odpowiedź, dlaczego coś się dzieje w naszym życiu. Łatwiej jest nam także zaakceptować przyczynę naszego nieszczęścia, czy schematu postępowania, jeżeli dowiemy się, że wynika on z identyfikacji z jakimś przodkiem, a nie z nas samych. Hellinger intryguje swoją nietypowością i kusi obietnicą przywrócenia porządku, dzięki któremu będziemy mogli poczuć się w pełni szczęśliwi.

 

        Nie da się  zaprzeczyć, że elementy ustawień rodzinnych mogą być przydatne w rozwiązywaniu niektórych ludzkich dylematów. Jednakże „Porządki miłości” to kontrowersyjna lektura (do której mimo wszystko warto zajrzeć!), a metoda w niej przytaczana wydaje się niebezpieczna.

Bazuje na emocjonalności, która ulega swego rodzaju zniekształceniom. Opiera się na wątpliwej wiedzy wynikającej z bliżej nieokreślonej „jasności” Wiedzącego. Nam to nie wystarcza.   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        

Bert Hellinger "Porządki miłości. Czyli być sobą i żyć swoim życiem"